Porowatość włosów: jak rozpoznać swoją i po co w ogóle to wiedzieć
Klientka siada w fotelu i mówi mi na wejściu: "Mam wysoką porowatość, sprawdziłam w internecie". Pytam, skąd wie. Odpowiedź prawie zawsze jest ta sama: wrzuciła włos do szklanki z wodą i włos utonął. Po dwudziestu latach za fotelem mogę powiedzieć spokojnie i bez owijania, że porowatość włosów to jedna z najbardziej przydatnych rzeczy, jakie można o swoich włosach wiedzieć, i jednocześnie jedna z najgorzej badanych w domu.
Nie chodzi o to, żeby zniechęcić kogokolwiek do sprawdzania. Chodzi o to, żeby sprawdzać po czymś, co faktycznie coś mówi. Bo od tej jednej informacji zależy, czy maska będzie ratunkiem, czy powodem, dla którego włosy wiszą smutno przez trzy dni.
Czym właściwie jest porowatość włosów
Włos ma budowę warstwową. Na zewnątrz jest łuska, czyli kutykula, zbudowana z zachodzących na siebie płytek, trochę jak dachówki. Pod nią jest kora, gdzie mieści się większość masy włosa, jego wytrzymałość i pigment. Cała gra toczy się o to, jak szczelnie te dachówki przylegają.
Porowatość to nic innego niż stopień domknięcia łuski, a przez to podatność włosa na przyjmowanie i oddawanie wody. Łuska domknięta ciasno oznacza, że woda wnika wolno i równie wolno ucieka. Łuska uniesiona, poszarpana albo miejscami wybrakowana oznacza, że woda wchodzi natychmiast i wychodzi równie szybko, zabierając ze sobą wszystko, co da się zabrać.
I tu najważniejsze zdanie całego wpisu: to jest stan, a nie typ. Nikt nie rodzi się z "wysoką porowatością" tak, jak rodzi się z określonym kolorem oczu. Genetyka daje pewien punkt wyjścia, grubość włosa i skłonność do skręcania się, ale to, jak wygląda łuska w konkretny wtorek września, jest sumą tego, co się z włosem robiło przez ostatnie miesiące i lata.
Co podnosi porowatość
- Rozjaśnianie, dekoloryzacja, farbowanie na jaśniej, każdy zabieg otwierający łuskę.
- Prostownica i lokówka, zwłaszcza używane codziennie i bez ochrony termicznej.
- Suszarka na najwyższej temperaturze, trzymana blisko pasma.
- Słońce, wiatr i słona woda, czyli komplet wakacyjny.
- Twarda woda, która zostawia na włosie osad z minerałów i podnosi tarcie.
- Zwykłe zużycie. Końce dwudziestocentymetrowego włosa mają za sobą około dwóch lat życia i tysiące rozczesań.
Dlatego bardzo często u jednej osoby porowatość jest różna na różnych odcinkach. Nasada świeża i szczelna, połowa długości w porządku, a ostatnie dziesięć centymetrów chłonące wodę jak gąbka. To nie jest wada pielęgnacji ani niczyja wina. To po prostu historia włosa zapisana od góry do dołu.
Trzy poziomy porowatości i jak każdy się zachowuje
Niska porowatość
Łuska przylega ciasno. Włos długo się moczy, a przy myciu przez pierwsze sekundy woda po prostu po nim spływa. Za to gdy już się namoczy, schnie długo, bywa że dwa razy dłużej niż u koleżanki z podobną długością. Produkt lubi zostawać na powierzchni: krem czy olej nie chce się wchłonąć i po kilku godzinach włosy wyglądają na przetłuszczone przy nasadzie, choć skóra głowy jest czysta.
Włosy niskoporowate zwykle są gładkie, błyszczące i sprężyste, ale ciężko im nadać objętość. Przy dużej wilgotności powietrza zachowują się przyzwoicie, bo woda z zewnątrz też ma pod górkę. Najczęstsza skarga brzmi: "wszystko mnie obciąża".
Średnia porowatość
Stan, do którego pielęgnacja generalnie zmierza. Łuska lekko uchylona, na tyle, żeby woda i składniki wnikały bez oporu, ale na tyle domknięta, żeby nie uciekały natychmiast. Włos schnie w rozsądnym czasie, dobrze przyjmuje produkt, trzyma fryzurę, koloryzacja wychodzi przewidywalnie i długo się utrzymuje.
Przy wilgotności takie włosy lekko się puszą, ale nie tracą kształtu. Jeżeli ktoś czyta ten wpis i myśli "u mnie właściwie wszystko działa", to najprawdopodobniej jest właśnie tutaj i zadanie sprowadza się do nierozwalenia tego stanu.
Wysoka porowatość
Łuska uniesiona, miejscami uszkodzona. Włos nasiąka błyskawicznie i równie szybko oddaje wodę, więc schnie zaskakująco szybko, a mimo to sprawia wrażenie ciągle suchego. Pije każdą maskę, olej i odżywkę, ale efekt trzyma się krótko, czasem do następnego mycia.
Charakterystyczne jest zachowanie przy pogodzie. Wystarczy mgła, deszcz albo wyjście z ogrzewanego pomieszczenia na zewnątrz i włosy natychmiast się puszą, tracą kształt, elektryzują się zimą przy czapce. Na dotyk są szorstkie, końce plączą się same ze sobą, a mokre pasmo potrafi się rozciągnąć i nie wrócić do poprzedniej długości. Bardzo często to skutek rozjaśniania, co opisałam szerzej we wpisie o pielęgnacji blondu bez żółtych odcieni, bo tam porowatość i odcień to dokładnie ten sam problem widziany z dwóch stron.
Domowe testy: który coś mówi, a który nie
Zacznę od tego, którego nie polecam, bo jest najpopularniejszy. Test szklanki z wodą polega na wrzuceniu wyczesanego włosa do szklanki i obserwowaniu, czy tonie. W teorii: tonie szybko oznacza wysoką porowatość, unosi się na powierzchni oznacza niską.
W praktyce wynik zależy od napięcia powierzchniowego wody, od tego, czy na włosie została resztka odżywki albo lakieru, od jego grubości, od tego, czy się zwinął, i od tego, jak długo się czeka. Ten sam włos potrafi dać dwa różne wyniki w dwóch szklankach. Nie buduj na tym całej pielęgnacji. Jeżeli komuś sprawia to frajdę, proszę bardzo, ale traktuj to jak ciekawostkę, nie jak diagnozę.
Cztery obserwacje poniżej są znacznie bliżej prawdy, bo dotyczą tego, jak włos zachowuje się w warunkach, w jakich naprawdę żyje.
- Czas schnięcia. Umyj głowę, odciśnij ręcznikiem i zostaw do wyschnięcia bez suszarki. Zapisz, po ilu godzinach włosy są całkiem suche. Poniżej godziny to sygnał w stronę wysokiej porowatości, powyżej trzech godzin w stronę niskiej. Powtórz przy podobnej pogodzie dwa albo trzy razy, bo jednorazowy pomiar w wilgotnym listopadzie niczego nie dowodzi.
- Reakcja na wilgotność. Wyjdź w mokry, mglisty dzień bez żadnego produktu utrwalającego. Włosy, które w ciągu kilkunastu minut robią się puszyste i tracą kształt, mają uniesioną łuskę. Włosy, które wyglądają tak samo jak w mieszkaniu, mają ją domkniętą.
- Jak włos przyjmuje produkt. Nałóż odrobinę oleju albo serum na wilgotne pasmo i odczekaj minutę. Jeżeli produkt zniknął, jakby wsiąkł, i pasmo dalej wydaje się suche, porowatość jest wysoka. Jeżeli produkt leży na wierzchu, świeci i klei, jest niska.
- Przesuwanie palcami po paśmie. Chwyć suche pasmo dwoma palcami i przesuń je od końców w stronę nasady, czyli pod włos. Gładko i bez oporu oznacza łuskę przylegającą. Wyraźna szorstkość, uczucie tarcia i drobne haczyki oznaczają łuskę uniesioną. To mój ulubiony test, bo robię go przy fotelu w trzy sekundy i mogę porównać nasadę z końcami na tej samej głowie.
Żadna z tych obserwacji nie daje certyfikatu. Cztery zbieżne wyniki dają natomiast obraz, na którym można pracować, i to zupełnie wystarczy do dobrania kosmetyków.
Co z tego wynika dla pielęgnacji
Cała praktyczna wartość tej wiedzy sprowadza się do jednego pytania: czy twoim problemem jest obciążanie, czy uciekanie wody. Włosy niskoporowate mają wszystko, czego potrzebują, i trzeba im głównie nie przeszkadzać. Włosy wysokoporowate mają dziurawy dach i potrzebują domknięcia oraz ochrony przed kolejnymi uszkodzeniami.
| Poziom | Jak rozpoznać | Czego potrzebuje | Czego unikać |
|---|---|---|---|
| Niska | Schnie ponad trzy godziny, produkt leży na wierzchu, włosy gładkie ale bez objętości, spokojne przy wilgotności | Lekkości, mycia skupionego na skórze głowy, produktów w minimalnych ilościach, ciepła przy nakładaniu maski (ręcznik, czepek) | Ciężkich olejów i masła na całej długości, nakładania produktu przy nasadzie, maski trzymanej godzinami, warstwowania trzech kosmetyków naraz |
| Średnia | Schnie w rozsądnym czasie, dobrze przyjmuje produkt, trzyma fryzurę, kolor się utrzymuje | Regularności zamiast eksperymentów, ochrony termicznej przy suszeniu, maski raz albo dwa razy w tygodniu | Częstej zmiany całej rutyny, rozjaśniania bez planu, codziennej prostownicy bez zabezpieczenia |
| Wysoka | Schnie poniżej godziny, pije produkt bez efektu, puszy się przy każdej wilgoci, szorstka pod palcami w stronę nasady | Domknięcia łuski, emolientów na końce, ochrony termicznej i UV, delikatnego rozczesywania, regularnego przycinania końców | Wysokich temperatur, mocnego pocierania ręcznikiem, ciasnych gumek, kolejnego rozjaśniania zanim włos odpocznie |
W praktyce u większości moich klientek rutyna wygląda podobnie w konstrukcji, a różni się dawkowaniem. Do mycia szampon konopny ORO VERDE jest bezpiecznym wyborem w każdym z trzech przypadków, bo jest łagodny i nie obciąża skóry głowy, a przy niskiej porowatości to właśnie obciążenie jest głównym wrogiem. Różnica zaczyna się przy długościach.
Maskę Rokwisz nakłada się od połowy długości w dół i to nie jest kaprys, tylko sedno sprawy. Przy niskiej porowatości nakładam jej naprawdę mało, głównie na końce, i zostawiam na kilka minut pod ręcznikiem, bo lekkie ciepło pomaga uchylić łuskę. Przy wysokiej porowatości nakładam więcej, wcieram w każde pasmo osobno i spokojnie mogę zostawić dłużej, bo ten włos ma co uzupełniać.
Na koniec domknięcie i ochrona. Gold Silky Drops z olejem z maruli nakładam na wilgotne końce, nigdy na nasadę, i to jest produkt, który przy wysokiej porowatości robi najbardziej widoczną różnicę z całej rutyny: mniej puszenia, gładsze pasmo, ochrona termiczna i UV przed tym, co i tak zaraz zrobi suszarka albo słońce. Przy niskiej porowatości to samo serum działa świetnie, tylko w ilości jednej albo dwóch kropli rozprowadzonych w dłoniach, bo trzy krople już będą widoczne i włosy zwiszą.
Najczęstszy błąd, jaki widzę przy fotelu
Dobieranie całej pielęgnacji do wyniku jednego testu z internetu, a potem trzymanie się go wbrew temu, co widać w lustrze. Klientka przeczytała, że ma wysoką porowatość, więc kupuje najcięższe maski i oleje, nakłada je co drugi dzień, a włosy z tygodnia na tydzień robią się bardziej płaskie i klejące. Pytam, czy to działa. Słyszę, że nie, ale przecież ma wysoką porowatość, więc musi tak robić.
Nie musi. Porowatość jest wskazówką, a nie diagnozą, którą trzeba wykonać. Prawdziwym testem jest to, jak włosy wyglądają dzień po myciu i trzy dni po myciu. Jeżeli po maseczce dla wysokiej porowatości włosy wiszą, to znaczy, że nie masz wysokiej porowatości albo że nakładasz o wiele za dużo, i jedno i drugie rozwiązuje się identycznie: mniej produktu, dalej od nasady i obserwacja przez dwa tygodnie.
Drugi częsty błąd to traktowanie wyniku jako wyroku. Porowatość rośnie od rozjaśniania, prostownicy, słońca i twardej wody, ale nie rośnie w jedną stronę na zawsze. Włos raz uszkodzony faktycznie już się nie zamknie sam, natomiast odrastające pasmo jest zupełnie nowe i to od ciebie zależy, jaką historię zapisze. Przy pół centymetra miesięcznie po roku masz sześć centymetrów włosa, który nigdy nie widział dekoloryzacji. Regularne skracanie końców i odpuszczenie temperatury przesuwają cały obraz w stronę średniej porowatości szybciej, niż większość osób się spodziewa.
Miałam klientkę, która przez półtora roku była przekonana, że ma najbardziej zniszczone włosy w Żyrardowie. Przy pierwszej wizycie przesunęłam palcami po paśmie: nasada gładka jak szkło, końce jak sizal. Skróciłyśmy sześć centymetrów, zeszłyśmy z prostownicy do dwóch razy w tygodniu, zmieniłyśmy ilość maski z dwóch łyżek na pół. Po trzech miesiącach powiedziała mi w lustrze, że chyba zmieniła się jej porowatość. Nie zmieniła się. Po prostu przestała patrzeć na szklankę z wodą, a zaczęła patrzeć na własne włosy.